torres,liverpool i man.city
Dziś to mój pierwszy wpis na blogu.
Jestem fanem najlepszego klubu na świecie jakim jest Manchester United.
Lecz dziś nie o nim.
Zabawę zaczniemy od Fernando Torresa. Od czasu transferu do Chelsea zrobiło się o nim jeszcze głośniej niż za czasów gry w Liverpoolu. Jednak przenosiny do Londynu wyszły mu bokiem. Teraz śmieje się z niego cały świat i pół Europy. Ja, nie chwaląc się, strzeliłem tylko jedną bramkę mniej od niego w barwach The Blues.
Czas zejść z Torresa, bo każdy wie, że wspaniałym piłkarzem jest, tylko na razie schował gdzieś swoje prawdziwe umiejętności. Wracając do Liverpoolu. Słyszeliście, że LeBron James wykupił sobie część akcji w klubie Scousersów? Tylko teraz zastanawia mnie po jakiego grzyba? Z reguły z tonącego statku się ucieka a nie na niego wsiada. Jakby nie patrzeć futbol nie jest kopalnią złota. Przekonali się o tym Glazerowie, Abramowicz, przekonują się o tym aktualnie szejkowie. A jeśli do tego nie odnosi się sukcesów, hmm… Może jakby mieli z 10 Fernandów Torresów i regularnie sprzedawaliby ich do Chelsea za 50 mln, to może wtedy miało by to sens. Zresztą, nie moje pieniądze, nie moja sprawa. Jakbym miał ich tyle co on, to też kupowałbym sobie dla zabawy akcje w podrzędnych klubach.
Usiądziemy teraz chwilkę przy prawdopodobnie najinteligentniejszym zawodniku EPL - Mario Balotellim. Wydaje się być człowiekiem uzależnionym od głupoty. Jego przygodę z nieudolną próbą założenia koszulki treningowej zna każdy. Jednak to nie wszystko na co stać krnąbrnego, naturalizowanego Włocha. Dorobił się dużych pieniędzy, więc pozwala sobie na nierozważną jazdę. Po mieście krążą plotki, że na mandaty wydał już przeszło 10 tysięcy funtów. Mało tego. Pewnego razu, kiedy został złapany przez funkcjonariuszy drogówki, przez przypadek na tylnym siedzeniu leżało marne 25 tys. zielonych. Zapytany dlaczego przewozi tak duże pieniądze, odpowiedział: “Bo mi wolno”. Swoją drogą, jakiej odpowiedzi można się spodziewać po człowieku który tak wygląda. Zresztą, to jeszcze nic. Doszły mnie słuchy, że Mario znudzony grą w piłkę, zaczął zabawę w trafianie do celu. Celem była młodzieżówka City a amunicją lotki do darta. Tak, mogła się komuś stać krzywda, ale co go to obchodzi, on jest against old-fashioned football. Choć z drugiej strony po części go rozumiem. Jak można być normalnym w klubie który nigdy nic nie wygra, gdzie właścicielami są jacyś Arabowie, którzy jakby mogli to stworzyliby taki skład, a kapitanem jest gość który nie skleci zdania po angielsku i wygląda jak połączenie Maradony z ogrzycą?
Opuszczamy Wyspy i przenosimy się na półwysep. Cała Hiszpania zapatruje się w Gran Derbi. I słusznie, bo to fajne mecze. Jednak czasami niektóre telewizje są tak zaaferowane szumem wokół otoczki spotkania, że zapominają który Ronaldo gra w Realu. Osobiście całym sercem jestem za Realem i nie dlatego, że bardziej lubię Królewskich, zresztą oba kluby mi zwisają, tylko dlatego:
a) Zamkną się usta wielbicielom Barcelony z Romanem K., Mirosławem T. i Wojciechem K. na czele.
b) Marzę o finale z Realem, to byłby piękny rewanż za 2003 rok.
c) Symbolika tego spotkania byłaby niesłychana. Ronaldo gra przeciwko klubowi z którym wygrał wszystko, jego pojedynki z Rooneyem mogłyby być pasjonujące. Na ławkach zasiądą ikony światowego futbolu. Może się okazać, że za kilka lat, jeden zastąpi drugiego na stanowisku trenera.
d) I w końcu: zmierzą się dwie największe według mnie firmy piłkarskie na ziemi. Gran Derbi przy takim spotkaniu to jak derby naszej „okręgówki”.
Zostaniemy jeszcze przy Barcelonie i jej miłośnikach. Podkreślam ja do FCB jako klubu nie mam nic. Grają wspaniały futbol i są genialną drużyną. Drażni mnie stronniczość, w szczególności ta w polskich mediach. Nie mogę słuchać komentatorów podczas spotkań. W finale Copa del Rey, pomimo wyrównanego meczu, cały czas nawijali o genialnej grze, utrzymywaniu się przy piłce, ogólnie cud miód, który chyba tylko oni dostrzegali. Po bramce Ronaldo nagle wszystko się zmieniło i to jednak Real był lepszy – żałosne. Przykładów jest jeszcze multum, ale nawiążę do czegoś innego.
Zostaniemy jeszcze przy Barcelonie i jej miłośnikach. Podkreślam ja do FCB jako klubu nie mam nic. Grają wspaniały futbol i są genialną drużyną. Drażni mnie stronniczość, w szczególności ta w polskich mediach. Nie mogę słuchać komentatorów podczas spotkań. W finale Copa del Rey, pomimo wyrównanego meczu, cały czas nawijali o genialnej grze, utrzymywaniu się przy piłce, ogólnie cud miód, który chyba tylko oni dostrzegali. Po bramce Ronaldo nagle wszystko się zmieniło i to jednak Real był lepszy – żałosne. Przykładów jest jeszcze multum, ale nawiążę do czegoś innego.
Gdzieś pewien człowiek bardzo mądrze napisał: „Jedynym normalnym kibicem Barcelony jest ich trener.” Choć, być może tak bardzo bym nie uogólniał, to jest w tym sporo prawdy. Nie mówię tutaj tylko o wypisach jakiś nastolatków na forach, mówię teraz o konkretnym człowieku, znanym w polskiej piłce. Nazwiska celowo nie wymienię, bo to nawet nie do końca jego wina, lecz pewnie większość z Was domyśli się o kogo chodzi.
Komentarze (2)